saga na murach katedry

czwartek, 4 sierpnia 2016

Dzisiaj post wizualny – zapraszam Was do obejrzenia przepięknego, dwudziestominutowego pokazu wyświetlanego latem na fasadzie katedry San Fernando w samym sercu San Antonio. Oczywiście, kto odwiedza Teksas, tego serdecznie zapraszam do obejrzenia widowiska w realu, naprawdę warto! A kto nie ma szans i/lub planów, by zawitać w te strony, to tym bardziej niech obejrzy nagranie. Kiedy jestem latem w mieście, oglądam pokaz po kilka razy w tygodniu. Towarzyszy mu również rewelacyjna, nastrojowa muzyka, idealnie dopasowana do przedstawianych zdarzeń. Naprawdę nie mogę się go nachwalić! Nawet przy wrzucaniu go na bloga nie mogłam się oprzeć pokusie puszczenia go sobie w tle, żeby miło i muzycznie zacząć dzień. Xavier de Richemont odwalił kawał dobrej roboty.

Mam cichą nadzieję, że po lekturze Teksaskiego Paszportu jesteście w stanie rozszyfrować (mniej więcej) wydarzenia, do których odnosi się twórca. W ramach ściągi polecam wpis o Rewolucji i – w mniejszym stopniu – wpisy o Tejanos (I i II) i opowiadania o skarbach.

Sama jeszcze nie do końca rozgryzłam, kto dokładnie pojawia się na fasadzie, bo nie zawsze jest to jasne: oczywiście Geronimo, oczywiście Frederick Douglass i prezydent Lincoln, chyba też Sam Houston, generał Santa Ana, Davie Crockett, może Steven Austin? Jest tych twarzy sporo, zwłaszcza wtedy, gdzie Xavier pokazuje lawinę słynnych Tejanos. Zapraszam więc do robienia własnych odkryć! (I wyzwanie: czy dojrzycie w potoku imigrantów flagę polską?).


R jak ranczo

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

To, że większość wypasu bydła w Teksasie odbywała się historycznie w egalitarnym systemie open range, jest często powtarzanym mitem. W istocie rancza istniały od zawsze, to znaczy odkąd biały człowiek przybył na ziemie obu Ameryk z tym absurdalnym – dla czerwonoskórych – pomysłem, że ziemię można zawłaszczać, posiadać i odgradzać (kto by pomyślał?). Przydziałów w nowo utworzonej kolonii udzielała już korona hiszpańska, chociaż nieprzyjazne terytoria na północ od Rio Grande odstraszały wielu śmiałków. Ci, którzy osiadali w twardej rzeczywistości amerykańskich kresów, musieli być równie nieprzejednani. Już w tym wczesnym okresie mamy do czynienia ze stosunkowo dużą ilością kobiet-ranczerek. Według prawa hiszpańskiego, kobiety cieszyły się wieloma prawami, mogły dziedziczyć ziemię i rozporządzać nią według swojej gestii, niezależnie od męża i krewnych.

Henrietta Chamberlain King. Odziedziczyła po mężu wielkie ranczo liczące pół miliona akrów (i zadłużone na pół miliona dolarów). Ranczo istnieje do dziś jako legendarne King Ranch. Źródło

O jak open range

poniedziałek, 18 lipca 2016

Kolejny termin, którego zdecydowałam się w Teksaskim Paszporcie nie tłumaczyć, choć byłoby to akurat w tym przypadku stosunkowo łatwe. Na szybko, bez przeglądania literatury powiązanej, mógłby być to po polsku „wolny wypas”. Z tym, że… w języku polskim staje się to natychmiast termin wąski, techniczny, nieprzyjemnie hodowlany i nadal nie do końca trafny. Tymczasem range ma po angielsku cały wachlarz (= range!) znaczeń: sygnalizuje jakąkolwiek przestrzeń otwartą bądź nie, a także przestrzeń metaforyczną w sensie zakresu, przekroju i możliwości. Open range jest więc terminem stricte związanym z amerykańską mitologią. Według niej Stany Zjednoczone to kraj, w którym wszystko jest możliwe, kraj wolny i w swojej wolności wyjątkowy. Na blogu wypominam czasem Ameryce ten samozachwyt dość zgryźliwie. Ale moje wypominki nie zmieniają faktu, że ta wiara to poczesny element amerykańskiej kultury, stały rys amerykańskiego autoportretu i miara, jaką przykładają Amerykanie do innych „starych” kultur. 

Znak drogowy informujących o tym, że wjeżdżamy na teren, na którym obowiązuje wolny wypas bydła, tzn. mogą bezkarnie wchodzić nam na drogę.  Tu w Arizonie. By User:$1LENCE D00600D, CC BY-SA 3.0. Źródło

dziewięć miesięcy w Bronxie

niedziela, 10 lipca 2016

Jak rodzi się dzieci w Ameryce? Jak wygląda dzieciństwo w Ameryce? Właśnie nie tak fajnie. To znaczy, pewnie znośnie, jeśli płaci się 1500 dolarów miesięcznie za ubezpieczenie zdrowotne. Jeśli matki nie stać na taką albo zbliżoną sumę, a na dodatek jest czarna albo brązowa i mieszka w jakimś miejscu złym, na przykład w Bronxie, to i ona, i dziecko są już częścią statystyki. Kilka lat temu BBC opublikowało zatrważający raport na temat śmiertelności niemowląt i dzieci w Stanach Zjednoczonych. Nie chodziło o przyczyny naturalne, ale o zaniedbanie, znęcanie się i wreszcie dzieciobójstwo. Na 100 tys. dzieci, 2.4 śmierci wskutek przemocy w rodzinie: najwięcej z krajów tak zwanych rozwiniętych, ponad dwa razy więcej niż w Wielkiej Brytanii, Niemczech albo Japonii. Teksas przoduje na tym tle dość niechlubnie: wskaźnik wynosi ponad 4 śmierci. W ciągu ostatnich dziesięciu lat zginęło więc w swoich domach cztery razy więcej dzieci, niż żołnierzy amerykańskich w Afganistanie i Iraku. Połowa zmarłych nie ukończyła nawet pierwszego roku życia.

Kadr z minidokumentu Anny Bressanin Nine months in the Bronx

szukajcie najpierw Królestwa

poniedziałek, 4 lipca 2016

Z Denisem Johnsonem mam problem. Przeczytałam trzy książki i nadal nie wiem, czego po nim oczekiwać. Czasem pisze szczerze i dotkliwie, czasem popisuje się grafomaństwem: przeskakuję całe sekcje i obiecuję sobie, że nigdy więcej. A jednak. Facet potrafi uwieść. Jego książka Jesus’ Son doczekała się ekranizacji i faktycznie wydała mi się najlepsza, najuczciwsza. Może dlatego, że oparta jest na doświadczeniach autora: Johnson przeżył swoje lata dwudzieste na haju i w oparach alkoholu, zanim wreszcie wrócił do domu rodziców i wyczołgał się, mozolnie, na względną prostą. Jesus’ Son – której tytuł wzięty jest ze słów do Heroiny Velvet Undergroundu – to książka świetna: zdawkowa i absurdalna, urywana i chaotyczna jak faktyczny ćpuński żywot. Straszna bez krzty dydaktyzmu. Tym razem jednak nie będzie o niej, ale o zbiorze esejów Seek: Reports from the Edges of America and Beyond

wsiąść do samolotu byle jakiego

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Nie wierzę czasem, w co ja wierzę. W ludzką inteligencję, w ludzką empatię, w to, że nikt nie jest oszołomem permanentnie i z zamiłowania, że wreszcie każdy dorasta i zaniechuje dziecinnych spraw. Ten miesiąc porządnie te mrzonki podtopił. Jeszcze wierzgają, ale płuca już pełne wody, i krwi.

Najpierw było nieszczęsne Orlando. Nieszczęsne tylko dla ofiar, bo dla mediów i lobbystów istna wyżerka: dostęp do broni, imigranci, domowi terroryści, LGBT, pełen bufet. Potem kolejny (który już?) projekt ustawy o ograniczeniu dostępu do broni palnej, umarł w amerykańskim kongresie. Co znaczy, że kiedy wsiadam do samolotu, zabiorą nawet wsuwkę do włosów, jeśli jest długa i ostra, ale jeśli jestem na liście podejrzanych o zapędy terrorystyczne, mam schizofrenię albo manię prześladowczą i chcę w spożywczaku kupić broń, to bardzo proszę. Zresztą, tu nie było akurat żadnego zaskoczenia: republikanie siedzą w kieszeni NRA (narodowe stowarzyszenie ds. broni palnej) i trudno wymagać, by działali przeciwko swoim sponsorom – proste. Dobiła mnie jednak wieść inna: prowizoryczna reforma Obamy w sprawie nielegalnych imigrantów została zakwestionowana przez Sąd Najwyższy. Co gorsza, to Teksas, pieprzony, zacofany, ograniczony Teksas, który oceniłam, mam wrażenie, tak łaskawie, z taką nadzieją, w tym poście, stanął na czele tych wszystkich republikańskich stanów, które zawlekły sprawę do sądu najwyższej instancji. Krew, krew zalewa mi płuca.

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Nie przegap nowego posta!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo